PICTORIBUS-ATQUE-POETIS
QUODLIBET-AUDENDI-SEMPER
FUIT-AEQUA-POTESTAS

QUINTUS HORATIUS FLACCUS

DIALOGUE-------DIARY-------E-PRUS-------ESSAY-------PHILOSOPHE-------POEMS1

YOU TRANSLATE

21 maja 2011

Jak odszedł Romuald Traugutt

co wiemy - impresja szybkiej frazy malarskiej
gdy orkiestra Cesarskiej Rosji grała wojskowe
marsze, nie dopuszczając do takiego zwykłego
odruchu, by odprowadzić tego, który odszedł
został rozstrzelany lub przeszyty lasem bagnetów
opluty, a potem wdeptany w nieznanym miejscu
Polacy, rodzina, znajomi chcieli tylko oddać cześć
zapłakać sercem nad grobem
a tu ustawiono szpalery, urządzono gwardyjskie
harce, wrzask marszruty rozchodził się i sięgał
drzewa życia, drzewa powrotu
i te uśmiechy istot człekokształtnych, butnych
bo przeszkadzali modlitwie, pieśni do Ducha

co wiemy teraz na drodze ku przełęczy
właśnie z tej perspektywy - ponad skalnym
masywem, pytam, co teraz

4 kwietnia 2011

Warstwy Powstania

chcę byście zapamiętali naszych Kochanych
wiesz, gdyby żyli... co tu mówić, byłoby inaczej
tępy ból w sercu, w duszy, trochę zablokowane
nasze życie, bo ich tu nie ma, nie będzie
na zawsze, dociera...
a pośród nas są jeszcze ich oprawcy, zmienione
nazwiska, tak, nie wszystkich pochłonął Tartar
to ich miejsce - po tamtej stronie

a gdzie nasi Kochani, gdzie są ich groby
wiesz, serce mi krwawi, szczególnie teraz
gdy patrzę na pożółkłe fotografie
tam uchwycony moment zaraz po egzekucji
potem pod Smoleńskiem runął samolot
to było wczoraj, nie, wciąż trwa sekwencja
wystawionych do odstrzału, bo są Polakami
nie mogę pojąć dlaczego

chcę byście zapamiętali naszych Kochanych
choćby przez mgłę na ukrytych łąkach
w ostatnich sekundach pośród jasnych dni
i niespełnienia
jak Termopile mija nam epoka za epoką
dokądkolwiek ruszymy w świat, gdziekolwiek
jesteśmy

aż do serc przyjdzie zmartwychwstanie
niech trwa nasza pamięć

11 maja 2010

At the beginning was/is the Logos-sound

"Άξιον εστίν ως αληθώς μακαρίζειν σε την Θεοτόκον, την αειμακάριστον και παναμώμητον και μητέρα του Θεού ημών. Την τιμιωτέραν των Χερουβείμ και ενδοξοτέραν ασυγκρίτως των Σεραφείμ την αδιαφθόρως Θεόν Λόγον τεκούσαν, την όντως Θεοτόκον, Σε μεγαλύνομεν."

26 lutego 2010

Auron

wiatr jest mocny...
stoję na brzegu, granitowe galerie
w fiolecie, nic więcej nie dociera
tu - mogę tak długo czekać

wiatr który przyniesie fragmenty
innej opowieści niż moja
o innym człowieku, wiatr
który da poznanie

układają się warstwy piasku
kręgi, reliefy...
powoli zasypują słup kamienny

z tamtej perspektywy upłynęło
kilka sekund

ten moment

8 listopada 2008

Blask odległej latarni

musimy więc za sobą pozostawić
wyspę i tak osiągnęliśmy brzeg
tylko na chwilę wprawdzie teraz
moment przemija

a jednak ktoś tu zatracił się
na zawsze wpadając do studni
to jakby krótsza droga do celu
na przekór naszej podróży

mamy przecież wyznaczony kierunek
policzone i odmierzone kroki
ruchy są rytmiczne po dwóch stronach
burty rozkładają się wiosła

dal która nas pochłania z wielką siłą
natęża się światło... czerwony blask

21 września 2008

Kaskada blasku

Miałem sen o tyle rzeczywisty
że bardziej wyraźny...
zawsze też na początku pojawi się
ścieżka a potem ogrodzenie bowiem
nasza pieśń wymaga granicy...

I koniecznie płot wysoki wręcz
imperialny z prętów kutego metalu
przy bramie ludzie którzy wpuszczają
ścieżka prowadzi dalej gdzie iluminacja
rozgwar płyną puchary muzyka...

Nasze obuwie tyka nieskazitelnie biały
piasek alei - wiesz gdzie jesteśmy
z zamyślenia budzi mnie głos
wiesz gdzie... ucieka cień wiruje liść
kaskada uderza w kamień.

(Muzyka zmieniła się, ale niech
będzie.)
Lisa Gerrard - Seeds of Light

9 września 2008

Amarant - Her Armeńczyk

po raz drugi uderzasz w tarczę gong
czy ważne kiedy gdzie kto
rezonans linii wydłużony moment
co do powiedzenia ma sens forma punkt
że tu jest odgłos lub jak
dźwięczy najdalej wyrzucony kamień
zakręca tchnie wirem
nie ma "ja"
po raz drugi wywraca się świat
rozcierasz co odnaleźć na końcu
sól oko ucho myśl
ty ocean nieobecny skupiony
tam pod liściem
drzew kształt nie urodzony
ty światło puls ptaków

18 maja 2008

Kres

wielu pozostało przed progiem
teraz czujesz że nie mija tęsknota
samotność marzenie wieczoru tych właśnie
którzy siadali nad brzegiem

ich spojrzenie pobiegło za żaglem
gdy zapadła noc żagiel się nie zmienił
co z tego iż poszerzyła się droga
serce biło w ułamkach sekund

teraz stoisz w świetle bramy u kresu
szło przecież o prostą rzecz
w istocie ich marzenie
byś przeszedł

24 stycznia 2008

Iluminacja

przy twoim stole chcę pominąć latającą
rybę a także wyciągniętą rękę
damy której na imię May

oto jest styczeń Monseigneur Berry
i właśnie wróciłeś do domu...
myślę więc że powinienem wzrok
wbić w rysunek kobierca uszczęśliwiać
kobiety muzyką marzenia
tylko teraz przez dłuższą chwilę
niepełnego kalendarza

później bowiem jeśli pozwolisz wygarbuję
skórę myśliwskim psom trąbce odbiorę
migotliwość błękit mojej pieśni będzie szary

trzeba wymościć gniazdo dżumie
Monseigneur Berry

6 grudnia 2007

Wierzeje kany

na język cisną się słowa
które nie śmiem wymówić
nie teraz czy jutro ni później
na weselu ślepcy kulawi chromi
oniemiali od ognia a z boku muzykanci
skupieni nad rysunkiem instrumentów

poprzez zasłony płynie głos
podłoga w wosku w opadającym wolno pyle
w krótkim brzmieniu niknie przed nami
dzbany naczynia blachy drżą
coś urabia to zaklęcie gruntuje omroczenie
sypie się tynk na ścianach rośnie czerń

obrus twardo przylega do desek
nie patrzmy więc na suchy wianek
znak weselnego kręgu
godzina powraca do początku zegar
szeleści... godzina wraca

26 listopada 2007

Kraj

znasz czas wiatr przepędza chmury
w skupieniu oczyszcza. tam na początku
wielu dróg zatrzymaj się aż chwila
kruk zapuka.
ukrywajmy się raczej w przetrzebionym lesie.
to wszystko jedno kruk dzięcioł słowik
w naszych ogrodach samotnych. czy też na rozstajach
poznamy właściwy kierunek.

nie powiesz przejdzie tędy gęsty i przezroczysty.
lekki. najcięższy z tej innej strony. pod płaszczem
więc ukryjmy śpiew słowika. całą tę rupieciarnię
opowieści marion de france maulany. książę
kamiennych godzin. żebraku od skrzydeł dymu.
ty pożądanie by najpierw wybić oko potem słuch...

nie widzieć nie słyszeć. nic tylko serce...

24 listopada 2007

Epist. II, posłowie

długo naprawdę długo
na początku ojczyzna czyli język
dokładnie kiedy nie da się przewidzieć
dzień narodzin muzy lecz nim to się zdarzy
odrzucają brudne ulice chaos spraw
nieznośni ludzie takich ulic spraw ludzi
w rzeczywistości nie ma choć to co mówię
nie jest tylko konwencją między tobą a mną
długo naprawdę długo czekamy aż przyjdzie
właściwa postać ojczyzny język okaże się
narzędziem dłutem do reliefu czyli to
co dzień ukrywa przed nami ślad refleksów
nie przechodzi ukradkiem obok

16 listopada 2007

Blink's cafe

po przedstawieniu wyszedłem do kawiarni
zamglone szyby gazety z poprzedniej epoki
solidny zapach drukarskiej farby komentarze
były zamieszczane pod spodem gdy na stoliku
pojawił się czajnik z herbatą a potem ciasta
likier zapytałem głośno czy tu wolno palić

tak tu wszystko wolno czynić zgodnie z regułą
wie pan niewielu mamy kontynuatorów
powiedzmy oględnie zatrzymanego czasu
morskiej zieleni a także szmaragdowego
w grubym szkle ciętego kieliszka kto byłby
wędrowcem poszukiwaczem kto by zechciał

miałem więc wrażenie powinienem często
tu zaglądać wreszcie dokładnie przeczytać
tytuły i informacje czy dowiedzieć się więcej
o aktorach... tej samej przecież sceny
lecz jakby bliżej esencji przejawiającego się dna
poza witryną kawiarni... przedstawienie